Wracam do Krakowa niemal jak do siebie.
Oczywiście jeszcze nie zdążę zdjąć kurteczki a już odpalam kompa. Rozpakuję się za tydzień. ^_~
I tak skończyły się wakacje. Następne pewnie dopiero w Boże Narodzenie.
Ale za to jakie wakacje ^__^ Po pierwsze spałam po 10-11 godzin dziennie, co przy krakowskiej normie 5 daje jakieś takie poczucie szczęścia.
No ale oczywiście nie spanie jest najważniejsze, tylko czas spędzony na nie-spaniu. Czas z przyjaciółmi. I choć grono nasze przez te kilka lat się nieco zawęziło, to chyba nie ma co narzekać, skoro każde spotkanie jest udane i cieszy mnie każda chwila, czy to na pokerze, czy na wieczorze (nie bardzo :P) filmowym, przy kuchennym stole, przy śniadaniu, w pubie i na spacerze z psem.
No i jeszcze spotkanie z wychowawczynią z liceum (cieszę się, że w końcu udało mi się to zorganizować- zdradzę sekret: nie należy niczego planować, tylko nagle pomyśleć zadzwonię i umówię nas na najbliższy termin. Potem się zobaczy, kto jeszcze da radę.) Wiadomo, że koteczki najbardziej lubią ploteczki. Czuję się okropną istotą, bo lubię ploteczki nawet o osobach, których nie lubię (właściwie, to nie lubiłam kiedyś). ^^”
A nawet jedną dość bardzo romanchiku historie słyszeliśmy. Nom, takich historii to się nie słyszy w latach szkolnych, trza się stać absolwentem, żeby się dowiedzieć. *myśli, komu by tu jeszcze powiedzieć* :P
A jak szliśmy do domu ciemną nocą, to tylko sobie tak rozkminialiśmy, jak to doszło do tego, i kto by w ogóle pomyślał, że będziemy chodzić w odwiedziny do nauczycielki i to jeszcze w takim gronie^^
***
Jedna z pierwszych rzeczy do zrobienia po przyjedzie to wypalenie kilku DVD, bo mi się na tych 290 GB miejsce skończyło, a przecież ściągać trzeba. Komputer miał 4 dni przerwy, to już i tak wyrobił swoją normę wolnego na 2 miesiące.
W sumie to mam zapas dramek na płytkach, ale zawsze można ściągnąć więcej. Dramek i bishounenów nigdy nie za wiele.
Chociaż przez długi weekend widziałam tylko jedną dramę i to jeszcze strasznie cienką. Ja już powoli zaczęłam się zastanawiać czy te dramy mi już zupełnie mózg wyprały, bo co oglądam, to mi się podoba. Pewnie, nie wszystko mnie zachwyca, ale wszystko się nadaje do oglądania. No i trafiłam. Na dramę beznadziejną (ale i tak obejrzałam wszystkie 10 epów). Jeszcze nie jest ze mną źle. Jest jeszcze nadzieja. (a może to początek końca, może dramy mi się przejadły i już nigdy nie będzie tak samo?! Nieeeeeeee. *majaczy*)
Seria jest koreańsko-japońska, więc niby powinna być dobra, łącząc to co najlepsze z dram jap. i kor. No i skoro się zdecydowali na wspólny projekt, to musiały być ku temu jakieś przesłanki. A i na forum polecano raczej. Niestety- nie wyszło.
W scenariuszy od razu czuć Koreą: ona go kocha, on ją kocha, ale nie mogą być razem. Typical.
To co by tu nowego obejrzeć. W tym sezonie to głównie są dramy z aktorami a nie ze scenariuszami (na co nie narzekam^__^). Seria z MatsuJunem na początek, zaraz będzie 4 odcinek, a ja widziałam tylko kawałek pierwszego. No i Mawang z moim koreańskim księciem… *_* Ale boję się wpakować jak z Goongiem- najpierw się wkręcę niesamowicie a potem będę sprawdzać co pół godziny czy na d-addicts wyszły nowe napisy (bo po koreańsku to ja jeszcze nie kumam (czasami mnie to dziwi- tle już widziałam tego stafu, że powinnam znać więcej niż te kilka zwrotów… chyba tępa jestem)- a patrząc na tempo wypuszczania napisów, to przed wakacjami nie skończą. To może nie ma sensu zaczynać a potem czekać i się niecierpliwić, i rozpaczać. Swoją drogą to dosyć zastanawiające, że drama z takim ciachem tak wolno idzie. Jak nic, trzeba się tego koreańskiego nauczyć :P Chcesz ciacho- mów jak ciacho.
Dla tych, którzy po tej lekturze zaczynają wątpić w sens mego istnienia- dziś widziałam 2 odcinki Ugly Betty (po tylu godzinach w zatłoczonym maxymalnie pociągu jakiś relax mi się należał), a jutro do obiadu będą desperatki. A to wszystko w języku „cywilizowanym” czyli angielskim.
No to teraz jeszcze jakieś haiku przetłumaczę na jutrzejsza literaturkę klasyczną i mogę iść spać. Choć przydałoby się opracować 4 unit, jeśli mam jutro otworzyć ten mój śmieszny licencjat.
Yep, feels like home. Jeszcze dłuuuugo będę pokutować za ten długi weekend.