piątek, 27 czerwca 2008

kompot

Ufufufufu, właśnie ugotowałam sobie kompot! Truskawkowy. Już nawet nie pamiętam, kiedy piłam coś takiego jak kompot. A dawno dawno temu, kompot był zawsze do obiadu, jak się jechało do babci~~

A teraz tak sobie pomyślałam, jakim cudem musi być kompot z 梅. Co natychmiast wywołało myśli o umeshu~~

wtorek, 24 czerwca 2008

Ostatnio zaczynam odczuwać to, że różni ludzie mają różny tryb życia. Nie chodzi mi o rozkład zajęć, pracę, obowiązki itp- wiadomo, z tym niewiele a się zrobić. Chodzi o to, że jedni są skowronkami i nawet w weekendy wstają rano, inni kładą się spać, gdy się już jasno na dworze robi. Ale i to da się znieść, może poza faktem, że około godziny pierwszej na ogół zostaje „sama”. Jednak jest pełno drobiazgów: to że jedni jedzą obiad o 14 a inni o 18 i ciężko się umówić na wspólne jedzenie; to, że jedni gambarują od rana, a wieczorem zajmują się bzdurami, a inni dopiero gdy zapada zmrok zabierają się do roboty, więc trudno się spotkać.

niedziela, 22 czerwca 2008

okrutny jest Kami-sama

Kami-sama jest bardzo okrutnym stworzeniem. Wczoraj był łaskaw dla mnie wielce i exam Sakamoto-sensei zawierał pytania, na które actually ZNAŁAM odpowiedzi. W większości. Rzaaadko się tak zdarza. Jadąc na exam utknęłam w korku i zamiast być kwadrans przed czasem, spóźniłam się 10 minut. Na szczęście nasza sensei… zapomniała examu z domu i musiała się wrócić :D Kochana Sakamoto-sensei- na nią zawsze można liczyć: a to examie zapomni, a to się spóźni duuuużo, a to nie weźmie go z domu :D Dziś na exam z piątym rokiem tez się tylko pół godzinki spóźniła ;D
Dziś zaś Kami-sama, jak to kami w zwyczaju mają pokazał swe drugie oblicze (trzeba laikom dopowiedzieć, że dżapańskie kami zawsze maja dwie natury, łagodną i gwałtowną). Wybrałam się na wianki, czyli krakowska doroczną imprezę świętojańską, czy jaką tam. Uczyć się miałam, no ale ile można. A stwierdziłam, że jak pojadę rowerkiem współlokatorki wiślanym bulwarem, to mi niewiele czasu zajmie i miałam rację. A jeszcze przejażdżka mi dobrze zrobiła. Sport raz na pół roku dobra sprawa :D Wybrałam się z myślą o fajerwerkach, ale w sumie to widziałam jeszcze 25 minut koncertu Jamiroquai. Fajerwerki były bardzo ładne ^_^ No ale stała się smutna rzecz, zgubiłam legitymacje i dowód osobisty T_T Okrutny Kami-sama! AAaaaaaaaaaaa, I wanna die! Legitymacji mi nie wyrobią nim do 3miasta wrócę, żeby dowód załatwić też będę sobie musiała postać w kolejce. Za wszystko zapłacić, i zdjęcia zrobić. I jeszcze nie mogę na biletach ulgowych jeździć.

sobota, 14 czerwca 2008

ohayou gozaimasu

aaaa, smutno mi >_<
Była imprezka u pana Fu. Ostatnia T_T Wesoło było, ale smutne jest to, że się spiłam dość bardzo, bardzo niewielka ilością wódeczki i ktoś mi kazał wracać do domu (tuż po północy???), i nie zostałam do konca T_T. Ja po alkoholu jestem wyjątkowo ugodna, wiec na to przystałam, ale generalnie to jestem przekonana, że odżyłabym po kilku chwilach. A tak, wstałam dziś o 4 rano, bo po alku źle mi sie śpi. Nie jestem już wcale pijana, czuję się świetnie, zero kaca. Normalnie powinnam sie uczyć, ale już zaplanowałam na dziś ómieranie, więc nijako czuję się zwolniona z obowiązku. Dobrze, ze po południu mam lekcje, to przynajmniej dzień nie będzie zmarnowany.

Zamieściłam wczoraj na gronie ogłoszenie o wakacyjnym kursie japońskiego w Gdańsku. Już dziś (no właściwie to wczoraj jeszcze) dostałam ofertę pracy ze szkoły językowej. I jak tu nie kochać bycia Japonistą? :D

PS Dostałam piąteczkę z examu z chińskiego :D (fakt, że prawie wszyscy dostali piąteczki pomińmy milczeniem, uważam, że akurat ja prawie zasłużyłam :D ).

gambare~~i!

piątek, 13 czerwca 2008

Wrocław

Byłam więc na rozmowie w sprawie pracy. We Wrocławiu. Całkiem miło było ^_^ Najpierw mówiliśmy o mnie i o Japonii- ta cześć rozmowy poszła gładko, wszak wiadomo, do czego jak do czego, ale do gadania mam talent :D Potem jeszcze robiłam te moja prezentację. Ta już nie poszła tak dobrze, niemniej nie było tez źle. A chyba im się sama treść bardzo spodobała (mówiłam o dżapańskim społeczeństwie w części pierwszej i o różnych patologiach w części drugiej- hikikomori, parasite singles, furita- itd) . Na koniec usłyszałam dość dużo komplementów na temat mojej osoby (ze mówię ciekawie i ładnie się wysłamiam ^_^) , wiec dobrej myśli jestem. Wydaje mi sie dość mocno, że mnie chcą, bo tak mi więcej o tej pracy powiedzieli, poprosili, bym wysłała konspekt przykładowego szkolenia, jakie bym przeprowadziła i wykazali całkowite zrozumienie dla okoliczności sesji (i nawet podziękowali, że w お忙しいところ przyjechałam itd). Ino nadal jestem ciekawa, ile jeszcze osób maja chętnych na tą pracę. >_< I tak jestem dobrej myśli i to ja dostane ta pracę! Yosh~~! Gambare~~i
Potem zaliczyłam błyskawiczne zwiedzanie Wrocławia i faktycznie ładnie tam, jako i ludzie gadają. Niestety popełniłam zasadniczy błąd: nie sprawdziłam sobie na wiki, co w tym Wrocku tak właściwie jest do zobaczenia... więc zaszłam ja na rynek, do bazyliki św. Elżbiety, zobaczyłam sukiennice, przespacerowałam się po okolicy i tyle mnie tam było.
A już w Krk spotkałam się z Piotrusiem i Adamem, którzy byli przejazdem w Krk, w drodze na mecz do Wiednia. Więc najedliśmy się najpierw w Chaczapuri (chyba pierwszy raz udało mi sie tam zjeść wszystko, co mi na talerzu podano), a potem jeszcze zliczyliśmy kolejne piwko w Pauzie. Yappari, uwielbiam mieć gości ^___^

poniedziałek, 9 czerwca 2008

あぁぁぁ

Cały weekend uczę się robić naleśniki. Dobieram różne proporcje wody i mleka, mleko sprawdzam i takie z kartonu, i z woreczka (Anka twierdzi, że koniecznie musi być z worka), różną gęstość ciasta, smażę na suchej patelni, na maśle, na dużym ogniu, na małym, złotego środka znaleźć nie mogę. Głównie chodzi mi o to, że naleśniki wychodzą trochę sztywne i się łamią przy zwijaniu, są smaczne i cienkie jak trzeba, ale to jednak nie do końca to. Ja chce naleśnika doskonałego! Ale kolejny raz się potwierdza- ja to się nadaje do miecha i zup, rzeczy mączne i słodkie to nie moja działka.
Opracowałam też nowy danie z piersi kurczaka- z ponzutare ^_^ Ale sos się skończył, więc więcej nie będzie.

Spojrzałam sobie w kalendarz i się zestresowałam, jak zwykle gdy patrzę w kalendarz. Do wtorku się uczę chińskiego, do tej pory się nie uczyłam, bo pisałam referaty, tłumaczyłam, i jeździłam po Krakowie. We wtorek przygotowuje się do prezentacji na środę i w śr. jadę do Wrocławia, a po Wrocławiu jeszcze zabawiam gości. W czwartek umieram, ale idę do szkoły, wracam jest 18, pewnie będę musiała się zdrzemnąć. Nie pouczę się. W piątek po szkole mam dentystę, potem lekcje, potem imprezę u Fu. W sobotę śpię do południa, mam lekcje, coś ugotuje i posprzątam i już jest późny wieczór. No i zostaje mi 5,5 dnia na naukę Sakamoto (ostatnio 8 dni nie starczyło >_<), a potem 2,5 dnia na Uryuu (a w miedzy czasie tez mam kilka rzeczy do załatwienia), to jest absolutnie nie do zrobienia T_T 絶対無理!Czemu nikt nie mnie słuchał, kiedy chciałam później exam mieć?! T_T
It’s time for me to die.
Całe szczęście tym razem nie muszę nic zdać. Wrzesień powita mnie z otwartymi ramionami. Nie ma szaleństwa jak w zeszłym roku, examy, absolutorium, obrona, składanie papierów bez szans na poprawki jesienią. Teraz… nie muszę nic zdać ;D
Ale i tak mnie to przeraża. Przeraża tak bardzo, że aż widziałam dziś nadprogramowy odcinek dramy, by uciec od tych strasznych myśli! No i znów będę się czuć jak ostatnia 馬鹿。

niedziela, 8 czerwca 2008

mieszkania w Krk

Jestem zdrowa! Po kolejnej wizycie u lekarza, tym razem w związku z eleganckim okazem wysypki (pielęgniarka robiąca zastrzyk- tak, aż dostałam zastrzyk, w tyłek T_T- była pod wrażeniem, lekarz miał minę: „było by z tego dobre zdjęcie na wikipedię”), po wspomnianym zastrzyku, który przynajmniej faktycznie dużo pomógł, sporej dawce jakichś sterydów >_< i leków przeciwalergicznych jestem zdrowa.

Teraz mam nową zabawę, szukanie mieszkania. W tym tygodniu codziennie byłam oglądać pokój albo i dwa. Od Huty po Ruczaj. I powiem wam, wiele się w tej materii (mieszkań studenckich) zmienia. Jako, iż na pierwszym i drugim roku miałam nieco przejść z mieszkaniami, w tematyce jestem biegła. Po pierwsze standard- prawie wszystkie mieszkania są odnowione, pokoje odmalowane, plastikowe okna, łazienka po remoncie. Coraz więcej ofert jest nowym budownictwie, w naprawdę ładnych, komfortowych mieszkaniach, dobrze wyposażonych. Mieszkania bez pralki i netu są już naprawdę wyjątkiem, za to coraz częściej na wyposażeniu jest mikrofalówka i zmywarka. Zmniejszają się różnice cenowe- ogólnie mówiąc wszystko jest drogie -_-; Ale jak widzę jeden pokój za 600zł w bloku z płyty, można wygodnie mieszkać, ale nic specjalnego, albo za 700 w nowym bloku, na podłogach panele, meble Ikea-style, nowiutkie sprzęty, czysto, przestronnie, ciepło, położenie mniej więcej takie samo, to się zastanawiam, kto chce taki pokój za 600… ja wolę dopłacić i mieszkać w naprawdę super mieszkanku. A na obrzeżach Krk, gdzie pobudowano teraz sporo nowych osiedli to i nawet taniej można. Za to czasami mnie dziwi, jak małe pokoje robią w mieszkaniach- kto wymyśla taki układ, żeby pokój miał 7m2?! A nie brakuje takich! Jak szukałam lokum jakiś czas temu, to głównie były pokoje 2-3 osobowe. Teraz jedynki stanowią blisko połowę ofert i jest z czego wybierać, jeśli ma się odpowiedni budżet, oczywiście. Zaś pokoje 3-4 osobowe są już rzadkością. Coraz mniej jest „prawdziwych mieszkań studenckich”. I dobrze! A wszyscy szukają „spokojnych i niepalących” :D Dziwne!
Ja, mam nadzieję, w końcu znalazłam: zaraz przy miasteczku studenckim, skrzyżowanie Piastowskiej z Lea, nowy blok. Panele, plastikowe okna, ładna łazienka (+pralka)- jak to w nowym budownictwie. Nowe meble, w przedpokoju duża szafa. Jasno, przestronnie. 2 pokoje, w drugim robiąca bardzo dobre wrażenie przyszła współlokatorka- Białorusinka (świetnie mówi po polsku). A jej obecna współlokatorka, to Japonka z tokijskiej polonistyki ucząca się tu przez rok. Ona właśnie stąd wyjeżdża i ja będę na jej miejsce. No w każdym razie przyszła współlokatorka ma już zaszczepioną miłość do Jpn ^_^ i więcej japońskich znajomych niż ja. Największa zaleta mieszkania: za wakacje muszę zapłacić tylko 370zł. Bo właściwie wszystkie oferty są od lipca i rzadko można się dogadać z właścicielem, żeby przez 3 wakacyjne miechy, gdy pokój stoi pusty, można było płacić połowę. Nie te czasy. Więc jak sobie policzyć, dajmy na to 600 zł miesięcznie, to za same wakacje wyjdzie 1800, doliczyć to do czynszu za 9 mies. gdy się faktycznie tam mieszka i wychodzi, że się płaci 800 zł, a nie 600… Nieco przekracza to moje możliwości, i na pewno nie mam ochoty płacić za nic, za „przetrzymanie”. No i się udało. 600+ rachunki, za wakacje prawie nic- w porównaniu z resztą ofert. A do tego wysoki standard i dobra lokalizacja :D Oby nic nie wypadło…