Czuję się, jakby dopiero dziś zaczęły się ferie. I jutro się skończą T_T
Czas w 3mieście tak szybko i pracowicie minął…
Potem Warszawka. Strasznie miło spędziłam czas. nawet po tych 4 latach od liceum, nadal może być tak miło, prawie jak byśmy nadal siedzieli w jednej ławce. Piotruś przyszedł po mnie na dworzec i potem niósł moją walizkę (za co byłam mu ogromnie wdzięczna, bo była strasznie ciężka- wzięłam tyyyyyle książek z zamiarem gambarowania do examu Monbu*, ech, jaka jam naiwna, tak się łudzić…). Przyszliśmy do mieszkania i już mieliśmy zamawiać pizzę kiedy stwierdziłam, że mogę coś ugotować ;D No i poszliśmy do sklepu, zrobiliśmy zakupy i potem sobie razem gotowaliśmy i było wesoło ^___^ Zrobiłam curry. Nie wyszło tak idealnie jak mi się u siebie udaje, ale i tak było smaczne (mam nadzieję). Potem nastąpiła główna atrakcja wieczoru czyli plotki :D :D :D (głównie narzekał na współlokatorkę, ale i innych ciekawych rzeczy się dowiedziałam). Poznałam jeszcze współlokatora filozofa, który z jakimś niewyjaśnionym zbiegiem okoliczności na tego samego ulubionego pisarza co ja, czyli MISHIMĘ Yukio (jak się dowiedział [współlokator], że piszę (hahaha! dobre! *piszę*) o nim licencjat, to sobie zrobiliśmy małą dyskusję^^). Na koniec oglądaliśmy film na kompie, „Jungla”, animowany, nie polecam bardzo. Aż musieliśmy przewinąć całą końcówkę, bo nudne było- powtórka z rozrywki i nic nowego.
W czwartek był exam. Exam był trudny (przynajmniej większość osób tak mówiła, ale mogli być przesadni skromni). Im trudniejszy exam, tym dla mnie lepiej, bo mądre dzieci muszą strzelać tak samo jak głupie. Czyli mam większe szanse jednym słowem. Gramatyka dawała jeszcze rade, ale keigo** i słownictwo to już nie bardzo. Nie wiem, czy na lekcji w ogóle mieliśmy któreś z tamtych wyrażeń z keigo T_T. Nie sądzę. Z textów, które były, przeczytałam tylko pierwszy, zrozumiałam tylko część, ale starałam się wybierać odpowiedzi zgodnie z tym, co mi się wydawało, że przeczytałam (ciężko było). Pozostałe 2 texty, już bardzo hardkorowe, przeczytałam tylko fragmentarycznie, losowo wybierając akapity, a przy wyborze odpowiedzi w ogóle się nimi nie sugerowałam; pytania też tylko wybiórczo czytałam, bo i tak nic mi one nie mówiły. Za to z krzaków byłam dosyć zadowolona. To jedyna zadanie otwarte (reszta to test ABCD). W części do czytania znaków zrobiłam 5 na 8 krzaków w części z pisania 3 na 6 ( i moim zdaniem to wynik przyzwoity, może nie oszałamiający, ale przyzwoity, biorąc pod uwagę, że to wszystko z mojej głowy a nie testu).
Cały test miał 18 albo 20 stron o.O (ale czcionka była duża).
Nikt nie zauważył moich Nowych Włosów T_T Było mi smutno.
Potem pojechałam do biblioteki japonistyki UW (ha, jaki gambarujący dzień!). Na dodatek koleżanka z grupy mnie wrobiła i wcisnęła listę książek i artykułów, które jej potrzebne i musiałam poszukać. I się zgodziłam, choć niechętnie. No ale dało radę, skoro miała wypasane konkretnie co chce. Dla siebie oczywiście NIC nie znalazłam. No coś tam niby xerowałam, ale to tak A pani z biblioteki nie była zbyt pomocna. Więc generalnie to zmarnowany czas. Musze jeszcze kiedyś w necie katalog BUWu przejrzeć, bo mi Piotruś obiecał, że jakby coś, to mi wypożyczy. Bleh, nie cierpię licencjatu.
Na koniec nastała pora melanżu w stolicy i poszliśmy razem z współredaktorem i współlokatorką Piotrka. Najpierw poszliśmy na Podwale do Piwnej Kompanii, a potem do Indexu. Było miło. I jechałam warszawskim metrem! Mój pierwszy raz w Pl ^_^
A w pt Piotruś miał iść na ang na 7.30 al. Oczywiście nie dało rady :D ale potem całe rano pisał program. Bleh. A jak już chciałam jechać, to się okazało, że nie ma ANI JEDNEGO BILETU na mój pociąg, nawet dla palących i musiałam czekać na następny. Na szczęście tylko godzinę. Z to dzięki temu zaliczyłam jeszcze Złote tarasy (dla tych co nie kojarzą: to to coś z pofalowanym dachem, co zbudowali obok dworca centralnego.). Ładnie tam, ale nie powala. Z zewnątrz prezentuje się lepiej. W środku podobało mi się, że „uliczki” nie są takie proste, tylko tak bardziej z fantazją wyznaczone.
No a teraz nadrabiam nieco zaległości w oglądaniu.
Poza tym udał mi się już rozpakować ( a z reguły walizka stoi u mnie w pokoju jeszcze ze 2 tygodnie od powrotu).
Dostałam też nowy plan lekcji. Oczywiście gorszy. Chociaż nie aż tak zły, jak się spodziewałam. Jak się nam uda coś poprzekładać, to może będzie znośnie. Może. Najgorsze jest to, że codziennie zaczynamy na 9.30 T_T ani razu na 11. Życie jest ciężkie. Wstawanie o 8 mnie zabije i jeszcze na dodatek będę musiała wrócić do chodzenia spać o 2.
*Monbu- tak nazywamy ten exam na roczne stypendium. Kiedyś japońskie Min. Edukacji zwało się monbushou i stąd nazwa, dzisiaj to jest ministerstwo edukacji, kultury i jeszcze czegoś tam i się zwie monbukagakushou (jeśli dobrze pamiętam)
** kiego- język [bardzo^_~] grzecznościowy
PS No komentujcież!