sobota, 31 maja 2008

jest lepiej?

Dzisiaj wreszcie jest zauważalna poprawa mojego samopoczucia. Przez ostatnie 1,5 tygodnia byłam chora. Ale jak chora!!! Przebyta w młodości zapalenia płuc/oskrzeli to było nic, w porównaniu do tajemniczej choroby j06 - zapalenie gardła, albo migdałów, albo angina- nie wiem, bo lekarka nie powiedziała mi, co mi jest, tylko w książeczce zdrowia zapisała j06 i tyle. W ogóle to jakąś beznadziejna ta kobieta była, ani nie osłuchała, ani o gorączkę ni zapytała, spojrzała w gardło „no tak, takie bakterie, ze dają takie białe…” Ale od początku, zaczęło się standardowo, od kataru, utraty smaku i lekkiego bólu gardła. Ból gardła się nasilił i cukierki na gardło nie pomagały nic a nic. Jak w ubiegły piątek wstałam i poczułam, że jest jeszcze gorzej, postanowiłam looknąć, co mi się z tym gardłem stało. Rozdziawiłam paszczę, patrzę- a moje gardło jest… BIAŁE >_< I wyglądało dość bardzo obrzydliwie, bardzo, bardzo. Porównywalne do najciekawszych kadrów z amerykańskich seriali medycznych. Kwintesencja "fuj". Na początku to aż starałam się nie przełykać, bo myśl, że to białe dotknie przy przełykaniu tyłu mojego języka nie należała do miłych. Pobiegłam do lekarza, ale w długi weekend przychodnia nie czynna, pojechałam do przychodni dyżurującej, a tam ta dziwna lekarka. Zaczęłam brać antybiotyk, ale w sobotę jeszcze większa cześć mojego gardła zrobiła się biała, a po antybiotyku chciało mi się rzygać. I tak cały tydzień, z masakrycznym bólem gardła i myślami „niech mi ktoś zrobi eutanazję”… Dziś jest naprawde lepiej, prawie mnie nie boli jak przełykam, białe powoli zaczyna schodzić, nie mam spuchniętego gardła, ani tego dziwnego kwaśnego posmaku, antybiotyk się wczoraj skończył, więc nie jest mi też niedobrze. Ale… żeby nie było tak fajnie- teraz mam wysypkę XD Mam nadzieję, że to jakaś reakcja alergiczna na leki, a nie nowa choroba, bo chyba nie przeżyję.

A wieczorem idziemy do Pućka oglądać film z 小栗旬em *_*. "Zbuntowani 高校生e w ich artystycznie niedopiętych 制服,z poobijanymi buźkami i ogólnie bijący sie cały czas, i paradujący w swoich 制服..."- cytat za Kasią. Ja to bym w życiu takiego filmu nie obejrzała, gówniarze, bójki i kino akcji to nie mój typ, ale japońscy ciacho-licealiści w swoich szkolnych mundurkach- to zupełnie zmienia postać rzeczy ^_______^ Ale i tak robie to tylko dla Oguriego^^v Tak więc będziemy oglądać ciacha i jeść pizzę. Albo na odwrót XD
W ogóle to jakoś za dużo tych filmów. W poniedziałek na przykład byłam w kinie. Ja- na filmie- w kinie. ...kke?! A jednak! i to jeszcze nowość (no dobra, już nie taka nowość, ale nowość u nas) od Miike Takashiego "Sukiyaki Western Django". Bardzo polecam, świetny film, warto sobie ściągnąć (nie będzie on powszechnie grany w kinach). Trochę się bałam, że będzie to głupia parodia, albo wręcz pastisz (twórczość Miikego zdecydowanie mnie nie pociąga na co dzień), a trzymaczem dostajemy japońska wariacje na temat spagetti westernu, sporą dawkę inteligentnego humoru, dużo japońskich i westernowych "smaczków", zgrabne nawiązania to japońskiego kina, estetyki i historii. Cały film jest zaś w engrishu, czyli że japońskie ciasteczka mówią, ekhem, starają się mówić znaczy się, po angielsku. Wiec oprócz, i tak, zabawnych scen i dialogów, mamy dodatkowy efekt komiczny w postaci engrish. W kinie wszyscy się śmiali. W jednej z ról: Quentin Tarantino, wielbiciel Miike. A na ekranie ciach bez liku! (to dlatego żeśmy poszły- pospolite ruszenie japonistyczne- chacha na dużym ekranie rzecz rzadka). A i jeszcze Oguri (z filmu dzisiejszego) też tam grał ^^v
A dostałyśmy co więcej niż tylko ciacha^^ Nium, dobry film, dooobry^^

wtorek, 20 maja 2008

Nie jest dobrze. Nawet 2-tygodniowe intensywne wakacje nie pomogły. Nie chce mi się uczyć. Wiadomo, że nigdy nie byłam szczególnie pilna, czy coś, ale robiłam co należy; to niezbędne minimum. Teraz jest inaczej. Teraz mi się naprawdę nie chce, teraz czuję się bardzo źle, kiedy myślę, że mam zrobić coś do szkoły. W zeszłym roku tez miałam taki okres załamki, ale objawiał się on zupełnie na odwrót. Nie chciało mi się chodzić do szkoły, siedzieć na lekcjach, sporo opuszczałam. Ale przychodziłam do domu i robiłam co było do zrobienia, nadrabiałam jakieś zaległości. Bez większego narzekania, tylko z myślą, że mogłabym sobie dramkę w tym czasie zobaczyć. Teraz jest inaczej- mogę iść do szkoły, posiedzieć na lekcji, nawet wykazać odrobinę aktywności, zagaić rozumowe z sensejką, dorzucić swoje 3 grosze w dyskusji, siląc moją japońszczyznę nawet. Ale jak przychodzę do domu- chciałabym zupełnie zapomnieć! Że jest szkoła, że japoński, że krzaki, że znów mamy jakiś badziewny text do przetłumaczenia- zrobię go na „odwal się” więc absolutnie nic mi to nie da i zmarnuje 2 godziny. W domu chce być w domu, japoński zostawić za progiem, nie myśleć o nim. W tych programowych godzinach, w murach japonistyki, spoko, mogę zrobić, co do mnie należy, ale pliz, zostawcie mnie w spokoju w domu T_T Co nie znaczy, że z własnej woli nie skrobnę czasem jakiegoś maila po japońsku, nie przeczytam textu z jakiegoś kolorowego japońskiego magazynu, nie przeczytam wszystkich znanych mi blogów o Japonii, czy nie obejrzę programu japońskiej TV. Chce Japonii, nie chce się już uczyć japońskiego. Jeszcze, żeby to przynajmniej jakieś efekty przynosiło, ale jakoś postępy mam mizerne…
Chciałabym już umieć i wykorzystywać to for fun only~~~
A na domiar złego właśnie zjadłam ostatnie ciastko jakie przywiozłam z Japonii.

niedziela, 18 maja 2008

ただいま~~

Wracam sobie z Kopenhagi, cudownych 6-dniowych wakacji, które pozwoliły mi na trochę zapomnieć o trudach codzienności ;D Wracam nie patrząc optymistycznie w przyszłość, bo sobie zrobiłam niezłe zaległości, powagarowałam i jeszcze sesja idzie.

A tu miła niespodzianka. Po pierwsze, w szkole nie gambarowali za bardzo i moje zaległości są nieco mniejsze niż się spodziewałam. Środowy wieczorny wykład mi odwołali, więc mogłam odespać spokojnie podróż. W czwartek pan Fu nie zrobił nam w końcu lekcji- pogadaliśmy trochę i powiedział, żebyśmy sobie słówka sami powtarzali (kiedy mu wprost powiedzieliśmy, że nie chcemy się uczyć). I jeszcze się z nim na imprezkę na początku czerwca, umówiliśmy ^____^ YEY *_*!! Panią Uryuu udało się nam namówić (przyznam, iż nie wierzyłam, że da radę) żebyśmy poszli na festiwal nauki, bo tam nasza nihongakka też miała swoje stoisko. Pogoda był piękna do tego. Pani Kozyra przywiozła 2 filmy do obejrzenia, więc z 3 lekcji odbyła się jedna, a resztę czasu oglądaliśmy. I na szczęście było to na najmniej lubianych przeze mnie zajęciach z tłumaczenia^^ A jeszcze filmu nie skończyliśmy, więc i na następnych zajęciach chwilkę to zajmie. Film był samurajski, czarno-biały, Kobayashiego . Jak zobaczyłam, że czarno-biały, to od razu zaczęłam szukać jakiejś innej rozrywki, bo czarno-białych filmów nie tykam. Niemniej jednak robić nie było co, pójść też nie mogłam i jak zaczęłam oglądać, to mnie nawet wciągnęło. Z chęcią zobaczę zakończenie. Na którychś zajęciach ktoś podłapał moją i Ani rozmowę o filmie yaoi live (nooooo proooszę, jaki wybiórczy słuch; my japonistki jesteśmy po prostu okropne, sesesese), i w pół godziny została skrzyknięta imprezka u Kasi, tuż po lekcjach tego samego dnia, w celu obejrzenia rzeczonego filmu, najedzenia się pysznych rzeczy i skonsumowania umeshu (miodowego! ^_^) , przywiezionego przez gospodynię prosto z Dżapanu. A to tego towarzystwo było bardzo nietypowe jak na zaistniałe okoliczności~~! I tak po drodze zrobiłyśmy zakupy na spaghetti, i jeszcze winko, i Ania przywiozła winko ryżowe domowej roboty. Razem jedzonko ugotowałyśmy, wyszło 超おいしい, zjadłyśmy, polałyśmy winko i zasiadłyśmy przed monitorem. Film oglądany w towarzystwie okazał się znacznie zabawniejszy ^__~ niestety nie wszyscy dali mu radę ^^; Teraz mam zadanie znaleźć następny i zrobimy „imprezkę \filmową/ vol.2”.
W piątek były ostatnie zajęcia w tym roku z prof. K. Ostatnie zajęcia to zawsze dobra wiadomość. W nocy była Noc Muzeów. Tak trochę się nam nie chciało iść, trochę nie wiedziałyśmy, na co się zdecydować (nic nie krzyczało „zobacz mnie, zobacz mnie”), a jednak szkoda sobie tak po prostu darować. Na szczęście deszcz wybawił nas od dylematu i zostałyśmy w domu^^;

W sobotę byłam jako modelka (?! :D) na festiwalu nauki (bo to 3dniowy event jest) w yukacie, razem z Anią. Chciałam się wbić w moje cudne kimono, ale było goooorąco i jednak yukata się musiałam zadowolić. Ach, czego to się nie robi, żeby się przejść w yukacie po mieście, nawet na festiwal nauki swój wolny czas poświęca... Czarek obiecał, że zostawi nam jakieś japońskie jedzenie, ale nie zostawił, niedobry (wcześniej były jakieś degustacje, czy coś).

Jak już wracałam do domu, to zadzwoniła Marta, z informacji, że idziemy do klubu, i żeby reszcie przekazać, ale i tak byłyśmy tylko w trójkę. No to wróciłam do domu, zdrzemnęłam się, przebrałam i wyruszyłam powrotem. Plan był następujący: dyskoteka. Po dłuższym 悩み co by tu robić i przejściu się po kilku miejscach w końcu wyładowałyśmy w Kitschu. Kupiłyśmy piwko siadłyśmy przy stoliku i tak nam się fajnie plotkowało, że w końcu nie wiele się nam potańczyło. A jeszcze klimy tam nie ma i było potwornie gorąco. Na końcu wyładowałyśmy w Maku na dalszych plotkach :D

Ech, czasami może być wesoło^^