wtorek, 20 maja 2008

Nie jest dobrze. Nawet 2-tygodniowe intensywne wakacje nie pomogły. Nie chce mi się uczyć. Wiadomo, że nigdy nie byłam szczególnie pilna, czy coś, ale robiłam co należy; to niezbędne minimum. Teraz jest inaczej. Teraz mi się naprawdę nie chce, teraz czuję się bardzo źle, kiedy myślę, że mam zrobić coś do szkoły. W zeszłym roku tez miałam taki okres załamki, ale objawiał się on zupełnie na odwrót. Nie chciało mi się chodzić do szkoły, siedzieć na lekcjach, sporo opuszczałam. Ale przychodziłam do domu i robiłam co było do zrobienia, nadrabiałam jakieś zaległości. Bez większego narzekania, tylko z myślą, że mogłabym sobie dramkę w tym czasie zobaczyć. Teraz jest inaczej- mogę iść do szkoły, posiedzieć na lekcji, nawet wykazać odrobinę aktywności, zagaić rozumowe z sensejką, dorzucić swoje 3 grosze w dyskusji, siląc moją japońszczyznę nawet. Ale jak przychodzę do domu- chciałabym zupełnie zapomnieć! Że jest szkoła, że japoński, że krzaki, że znów mamy jakiś badziewny text do przetłumaczenia- zrobię go na „odwal się” więc absolutnie nic mi to nie da i zmarnuje 2 godziny. W domu chce być w domu, japoński zostawić za progiem, nie myśleć o nim. W tych programowych godzinach, w murach japonistyki, spoko, mogę zrobić, co do mnie należy, ale pliz, zostawcie mnie w spokoju w domu T_T Co nie znaczy, że z własnej woli nie skrobnę czasem jakiegoś maila po japońsku, nie przeczytam textu z jakiegoś kolorowego japońskiego magazynu, nie przeczytam wszystkich znanych mi blogów o Japonii, czy nie obejrzę programu japońskiej TV. Chce Japonii, nie chce się już uczyć japońskiego. Jeszcze, żeby to przynajmniej jakieś efekty przynosiło, ale jakoś postępy mam mizerne…
Chciałabym już umieć i wykorzystywać to for fun only~~~
A na domiar złego właśnie zjadłam ostatnie ciastko jakie przywiozłam z Japonii.

Brak komentarzy: