środa, 14 marca 2007

weekend w środku tygodia

Ach… Dość niewiele brakowało, a byłabym wczoraj w domu. Dostaliśmy 2 dni wolnego. A właściwie sami sobie zrobiliśmy :D 14-15 III (czyli dziś i jutro) jest konferencja orientalistyczna, więc postanowiliśmy udawać, że bardzo ,ale to bardzo pragniemy na nią iść i zdobywać wiedzę, i załatwiliśmy w sekretariacie i z naszymi wykładowcami, że jesteśmy zwolnieni. Oczywiście na tą konferencje wybiorą się max. 3 osoby, i to pewnie na jeden wykład któregoś dnia. Więc pomyłam sobie, że w sumie mogę jechać do domu we wt po szkole i wrócić w pon. (bo pon. mam takie zajęcia, ze mogę sobie darować). Problemem były zajęcia piątkowe, które opuścić nie bardzo mogę. No ale potem mi się przypomniało, że przecież teraz jestem kobietą pracującą i mam lekcje. Musiałbym odwołać je. Zrobienie tego ledwie w drugim tygodniu pracy byłoby takie trochę dziwne- na pewno nie wypadłabym dobrze w oczach mych uczniów… Na koniec doszedł wątek finansowy- czyli konieczność jechania IC, bo o tej porze nie ma już expresów, oraz nie zarobienie tych 80 zł… No i jestem tutaj, zamiast robić coś miłego w 3mieście.

Ale zawsze mogę się cieszyć weekendem w środku tygodnia. Czasami i na tej japonistyce może się zdążyć jakimś cudem coś miłego, coś, co na chwilę uwolni nas od gambarowania i cierpienia. Nie ma koła z krzaków, mam czas zrobić skrypt do podręcznika… Może nawet wreszcie się chińskiego pouczę (jak to planuję już od dawna)- bo ostatnio jak idę na ten chiński, to tak szczerze, to nie do końca wiem, o co chodzi. Ale że u nas nikt nie wie, bo nikt do tego chińskiego w domu nie zagląda (a sporo osób na lekcje też nie przychodzi), to nie wyróżniam się. A w końcu na chińskim jest wiele lepszych rzeczy do roboty niż skupianie się na czytance i ćwiczeniach, np. patrzenie na pięknego pana Fu :D

Dodatkowy weekend to także świetna wymówka, bo skończyć kolejną dramkę. ^_^


Za to wymyśliłam od czego mogę zacząć mój licencjat! Od biografii pisarza! Haha! Że też wcześniej na to nie wpadłam. Razem ze stroną tytułową, spisem treści i bibliografią będę mieć już 5 czy 6 stron. A nie ważne, jaki ostatecznie temat będę mieć, to ta biografia znaleźć się musi. Oczywiście zrobią ją bardziej długą niż krótką :D


Napisałam też ostatnio wypracowanie dla Sugo. Wypracowanie o niezwykle ambitnym temacie: czy lubisz się uczyć japońskiego i dlaczego.

Napisałam prawie zgodnie z prawdą, że lubię się uczyć, nawet bardzo, tylko NIE NA JAPONISTYCE, hiehie. Zrobiłam to dość delikatnie, bo żem nie chciała, żeby się popłakała. Ale to i tak jej wina. Chyba w końcu nie zamieściłam tutaj swojego wywodu na temat naszej cudnej nihongakki (=japonistyki) i innych refleksji jakie nasunęły mi wyniki monbu. Może jeszcze kiedyś to napiszę, jak mnie najdzie kolejna fala frustracji (a nachodzi mnie co tydzień).

Zresztą nie chodziło o samą japonistykę, którą mimo WIELU niedostatków i wręcz śmiesznych warunków dosyć lubię (do wszystkiego można się przyzwyczaić, a jak sie nie ma co się lubi, to sie lubi co się ma), ale o metody nauczania, materiały, sposób organizacji niektórych zajęć oraz samych wykładowców... I o to poczucie marnowania czasu, choć gdyby zmienić to i owo, to można by go dość pożytecznie zużyć.

Brak komentarzy: