Mieszkam w dwupokojowym mieszkanku, z czego na szczęście trafił mi sie pokój większy. Mam normalne łózko, a nie futon.To mieszkanie kosztuje, zdaje się, 130.000 yenow miesięcznie plus rachunki, ale na szczęście nie ja za to place, tylko klub. Dzieliłam je do niedawna z inna dziewczyną z Polski, ale ona wróciła do kraju- nie podobało jej się. No cóż, nie jest to praca, o jakiej sie marzy.
Więc tymczasowo mieszkam sama, co jest bardzo wygodne.
Mieszkanie jest jedyna rzeczą, jaka mnie tu nieco zdziwila. Tak poza tym, to już o wszystkim czytałam w necie, głównie na blogach innych japonistów.
No więc szok nr 1: pralka stoi na... BALKONIE i ponoć jest to zupełnie normalne.
W łazience rura spod umywalki i wanny urywa sie zanim wchodzi w podłogę i woda normalnie cieknie sobie po posadzce do odpływu. To tez ponoć normalne, ale ja tam sie poczułam, jakbym do jakiegoś braku cywilizacji trafiła. Wanna jest oczywiście mała, kwadratowa a nie prostokątna i głęboka. Kibelek jest na szczęście europejski, ale bez tych wszystkich bajerów, z których słynie Japonia. Za to w pracy i w knajpach są takie z bajerami. Trafiłam też w izakai (japoński restauracjo-pub) na taki japan-style (czyli dziura w podłodze ;P)
Co jest bardzo niefajne to ROBALE (w tym karaluchy) i myszy w mieszkaniu. Bleh. Choć teraz już się przyzwyczaiłam do tego i nawet mi tak nie robi. Zwłaszcza, że nie gotuje nic prócz wody, bo albo jadam w knajpach, albo kupuje jakieś bento (lunch box) albo sushi. Takie gotowe jedzenie jest tutaj zadziwiająco tanie w porównaniu do reszty cen, a to tego w większości smaczne. A jeszcze leszy patent to to, że wieczorem, tak po 19-20 są przeceny świeżego jedzenia w supermarkecie i można dostać sushi (futomaki, 8 sztuk) za ciut ponad 200 yenow, czyli 5 zeta. Wegetarianie poniżej 200 y. (Cóż, to co przywieziono do sklepu rano, wieczorem nie jest już świeże, trzeba przecenić ;P)
Tak więc najwyżej kanapki czasem robie.
Mam w pokoju telewizor, ale wszytko co bym chciała oglądać (czytaj- dramy) leci, kiedy jestem w pracy T_T. Smutna historia. No czasem oglądam wiadomości. I zdarza mi sie jakieś powtórki dram trafić w dzień, no ale jak nie oglądam wszystkich epów, to nie ma sensu... wiec głównie w celu ćwicznia słuchania. Ale ostatnio i tak wolę spać niż oglądać TV.
Nie ma normalnych drzwi, tylko przesuwane. Jedynie wejściowe sie otwierają jak nasze. Nawet balkownowe drzwi i okna są przesuwane, a na dodatek nie mają klamek ani nic, wiec jeśli ktoś chce zamknąć to musi kupić specjalny zamek (choć jak dla mnie wygląda on mało solidnie). W pokoju mam kilme (bez tego nie da się tu żyć) i wiatraczek- niekiedy wiatraczek lepszy niż klima, bo od klimy łatwo sie przeziębić. Ale wiatraczek hałasuje. Na początku używałam wiatraczka, ale teraz jednak wole klime, bo wydajniejsza i jeszcze powietrze robi się takie jakby świeższe i mniej wilgotne. Nawet jak spię zostawiam najczęściej włączoną klimę. Dobrze, że ni ja płace rachunki, bo tylko sobie wyobrażam, ile to prądu zżera.
W kuchnio-przedpokoju mam lodówkę z zamrażarka, zlew i małą kuchenkę z takim śmiesznym piekarnikiem (mały, niski na jakieś 5-10 cm, szeroki na jakieś 15-20, za to dość długi). Zdaje się, że to do pieczenia ryby. Ja robie w tym tosty, bo tutejszy chleb jest równie niefajny co brytyjski (no może jap jest ciut lepszy, bardziej watowaty i miękki, ale ma lepszy smak- co nie znaczy, ze bardziej podobny do chleba, raczej do ciasta drożdżowego, tylko mało słodkiego). No w każdym razie nadaje sie to tylko do tostów.
Jest też mikrofalówka. Ogrzewam w niej sporadycznie gyouza (japońskie-a la chińskie-pierożki), innego zastosowania na razie brak. Jak to wygodnie jadać na mieście :D
I to wszystko- brak jakiegokolwiek blatu czy stołu, co jest nieco uciążliwe, bo jem albo w łóżku albo stojąc przy półkach.
Wchodzi się oczywiście do genkanu, potem jest stopień i reszta mieszkania. Nie mam tatami (mat, które tradycyjnie wyściełają japońską podłogę), tylko deski. Dość to wygodne, bo łatwo sprzątać, choć nie powiem, żebym sprzątała często ;P Z drugiej strony to też i nie bałaganię wiele, bo albo jestem w pracy albo śpię.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz