Wczoraj przyszła moja paczka z Japonii ^__________^ Wiec jestem chou-szczęśliwa! Bo to już 2 miechy minęły jak ją wysłałam i zaczynałam się mocno martwić. No ale przyszła do domu do Gdańska i muszę przez to zrobić sobie wyprawę na drugi koniec Poorando, która jest mi średnio na rękę akurat (że też zajęcia z prof K wypadają w tym tyg... -_-; no ale może jednak nie będzie ich, bo mówiła, że się może zdarzyć, że nie zdąży wrócić z jakiejś tam konferencji) .
Anyway wizyta w domku to zawsze dobra rzecz!
Dawałam jakiś czas temu moją nagrywarkę DVD do reklamacji- i dziś mam wynik: chyba nie mogli jej naprawić i dostałam nową! \^o^/
Byłam wczoraj (tudzież dziś w nocy) na bibce urodzinowej kolegi z liceum. Jednym z gości była Koreanka! Taka słodka i kwiyeapda (=kawaii po kor.) Ja nie znałam nikogo prócz gospodarza, ona tam została przyprowadzona przez swoją polską koleżankę i też nikogo nie znała, więc się dobrałyśmy razem^^ Była zachwycona moim koreańskim dzień dobry, kocham cię, kenchana (wszystko ok?) i toastem (no serio, cieszyła się jak dziecko, jak wymamrotałam tych kilka zwrotów, a założę się, że moja wymowa jest porażkowa, bo koreański ma dużo dziwnych dźwięków, nie to co japoński). Gadałyśmy dużo i mnie nauczyła trochę koreańskiego. Wiem jak jest です i だ, i końcówki czasowników ます、ません、ました、ませんでした i to samo ale w plain form. Ona się trochę uczyła jap. jako drugiego języka obcego, wiec łatwiej było się dogadać. Ale jej japoński jest równie biedny jak mój niemiecki, albo nawet jeszcze słabszy^^; Za to po ang mówiła bardzo ładnie, nawet wymowę miała zupełnie przyzwoitą. Zrobiłam pilnie notatki i mogę sobie teraz wbić do głowy. Szkoda tylko, że ona nie mieszka w Polsce, przyjechała tutaj tyko na kilka dni. Ale mamy utrzymywać emailowy kontakt i obiecała mnie dalej uczyć, jeśli będę chciała^^
A wcześniej jeszcze była u mnie Iza ^O^ Więc w ogóle było cudnie. Czemu nikt mnie nie odwiedza nigdy, zwłaszcza teraz, kiedy mieszkam sama i ma dobre warunki do przyjmowania gości...
Byłyśmy razem na festiwalu Etiuda i Anima (to znaczy ja tylko 1 dzień; szczerze, to tak średnio trafiłam z filmami, ale Iza mówiła, że inne były lepsze. Cóż, ma się to szczęście, nie ma co)
Same miłe rzeczy jednym słowem!
Był też niemiły akcent. Zmiana systemu nauki krzaków. Chcieliśmy się uczyć z książki, którą robiliśmy w zeszłym roku. Teraz robimy inną, która poszerza nasze krzakowe słownictwo, ćwiczy użycie słów w kontekście i jakichś tam niuansów, ale zupełnie nie uczymy się znaków nowych. Oczywiście nie wszyscy byli jednomyślni i to był pierwszy problem. Ja tam, szczerze mówiąc i tak nie sądziłam, że dr M w ogóle się zgodzi na zmianę. Taki typ człowieka. Zero elastyczności, wszystko zgodnie z zasadami i wytycznymi (wszech działające ルール). Więc stwierdziłam, jak będzie, będzie dobrze, byleby się to nie skończyło, że robieniem OBU książek na raz. Zgadnijcie, jak się skończyło... TAK T_T
Ja się chcę uczyć lepiej, a nie więcej, cholera!
Zasadniczo jak dostałam wyniki rozmów z dr M, to właśnie wstawałam. Byłam bardzo senna, ale jak przeczytałam, to mi tak skoczyło ciśnienie ze złości, że się zaraz obudziłam. (I jeszcze wysłałam niemiłą wiadomość Ance na gg- gomen). Szybko mi przeszło i pewnie się to jakoś odkręci, wszak wszyscy chcieli dobrze i M. też (założę się, że zadziałała jap. zasada niemówienia nie. M nie miał najmniejszego zamiaru nic zmieniać, ale nie chciał też mówić nie (żeby nie było, że jest sztywny i be), więc w ramach "kompromisu" wymyślił, że z drugiej książki będziemy się uczyć w domu, a na początku każdej lekcji będzie mały test. No chyba oszalał, jeśli myśli, że to nas ucieszy, przynajmniej yonensejów. Może sempajki są bardziej skore do tego układu.
Ciekawi mnie, jak w takim razie ma wyglądać egzamin >_<
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz