Padam.
Rano zaspałam na chiński. Właściwie to nie zaspałam, ale jak zadzwonił budzik, to powiedziałam sobie- "aaaa, jeszcze 10 minut", a potem powiedziałam to jeszcze z 6 czy 7 razy i jak wstałam, to już nie było sensu na ten chiński iść. A miał być test (nasz laoshi wymyślił, że powinniśmy mieć czasem test, to może wreszcie się pouczmy tego chińskiego choć przez chwilę, i może z czasem będziemy potrafili się nawet przedstawić... po 2 latach nauki... ^o^). Na dodatek uczyłam się chwilę do tego testu (naturalnie jedynie z miłości do pana Fu, a nie z chęci nauczenia się czegokolwiek).
Na japońskim z Uryuu nuda jak zwykle, temat: 離婚率.
Potem było spotkanie z japońskimi studentami z Todaja (Tokyo Daigaku= Uniwersytet Tokijski, jedyny słuszny uniwerek w Japonii, marzenie każdej matki to syn studiujący na Todaju, ukończenie go daje jakieś 99,9% szanse zatrudnienia w Dobrej Firmie). Nie żebym tam się jakoś specjalnie rwała na to spotkanie, ale... mówiąc wprost: było w trakcie nudnych wykladów z dr. K (choć nie można im odmówić ogromu wiedzy przekazanej, wiedzy potrzebnej i pożytecznej) i można się było zwolnić. Wybór był oczywisty. Już na korytarzu obejrzeliśmy ich dyskretnie i komentarz był jeden- żadnego ciacha. byłyśmy jednomyślne. No ale ale, w końcu to studenci Todaja. (W sumie to się zgapiłyśmy, bo był tam jeden niebrzydki (do ciacha daleko, ale dałby radę, jakby go trochę zrobić) student prawa. A prawnik z Todaja= obrzydliwe bogaty mąż Japończyk ;D Taka szansa zmarnowana ;D)
Zaczęło się oczywiście od 自己紹介, bo bez tego żadne spotkanie z Japończykami odbyć się nie może. Powinnam chyba mieć wyuczoną jakąś regułkę na tę okazję, bo jednak kilka razy do roku trafia się temu podobny event i trzeba tą jikoshokajową szopkę odstawić, to mogłabym mieć jakąś zgrabną formułkę w zanadrzu. No ale jestem baka i nie mam. Musze sobie napisać normalnie i się nauczyć, mało pracy, a dużo by z tego pożytku być mogło, a i pierwsze wrażenie bym dobre robiła, tak dla niepoznaki.
Okazało się, że ci Japończycy przyjechali tu zobaczyć Oświęcim głównie. Sweet -_-;
Następnie podzielono nas na mniejsze grupki i mogliśmy sobie pogadać trochę. No więc przeprowadzałyśmy bardzo standardową dla takich okazji rozmowę i poszłyśmy na dalsze na wykłady. I tyle.
Po zajęciach poszłam do Kasi-sempai, bo później miałyśmy się spotkać z jakąś jej znajomą Japonką (event zupełnie niezlażny od wizyty studentów z Todaja), która się kiedyś polskiego uczyła. Przejrzałam Kasiową kolekcję mang i książek bardzo nieprzystojnych, kilka bardzo głupich gazetek dla japońskich chłopców o IQ poniżej 10 (te gazetki mnie rozwaliły, nawet jakby nie rozumieć żadnego krzaka, to można się uśmiać) i kilka innych ciekawych rzeczy^^
A potem wyruszyłyśmy na spotkanie z skośnookim^^ Dziołszki obie okazały się duść sympatyczne. Plan był taki, ze pójdziemy zjeść coś polskiego, ale pierwsza restauracja była zamknięta (eeeeeto, kto przy zdrowych zmysłach zamyka knajpę w centrum Krakowa o 19?!?!?), w drugiej nie było miejsc i tym sposobem wylądowałyśmy w Gruzińskim Chaczapuri. Objadłyśmy się strasznie bo pyszne było^^ Nawet sobie trochę pogadałam po japońsku. Bez ładu i składu, ale zawsze. Na koniec zabrałyśmy je do sklepu, gdzie im kupiłyśmy żurki i barszcze instant, przyprawę do wina grzanego (w Chaczapuri powiedziałyśmy im, że powinny spróbować i im zasmakowało^^), żółty ser, Kubusia, i słodycze w rodzaju ptasie mleczka, czekoladę Wawel^, delicje i jeżyki -> jako reprezentatywne polskie jedzenie. Uzupełniłyśmy to breezerami Sobieski (ta jedna nawet wiedziała, że to był nasz król!). Dziołszki jadą dziś pociągiem do Pragi, będzie im wesoło :D. Mam nadzieję, że dobrze zapamiętają Polskę i powiedzą wszystkim ja ponczykom jaki to cudowny kraj i że mają przybywać ^o^
No więc padam po dzisiejszym dniu. I nawet nie mowy, że ruszę palcem krzaki na jutrzejsze kolokwium. Wytarczy, że zdałam japoński we wtorek. P. Sakamoto miała mi wysłać wyniki SMSem wieczorem, ale oczywiście zapomniała, ale pozwoliłam sobie na napisanie jej maila z zapytaniem, to mi odpisała w nocy ^_^
A jutro na zakupy!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
Haha, rzeczywiscie sie rozpisalasXDDD
Aaaaaaa, moj obrzydliwie-bogaty-prawnik-maz-z-Todaja przeszedl mi kolo nosa>>; Chlip.
Niewazne ze byl prawie ladny;pp
Abuahaha, chyba niemal wszytskim sie moje gazetki podobajaXD (skromnosc?) No i ciesze sie, ze milo w miare spedzilas czas z moimi Japonkami^^ Bo slodkie znich dzialuszki~
A co do Gazetek, Anka też je chce zobaczyć. Gazetki stają się sławne wręcz. My je musimy jakoś zeskanować, a przynajmniej tamten H tutorial, a potem rozpowszechnić nad Wisłą. niech tubylcy uczą się od najlepszych ;D
Hahaha, ja mysle ze tutorial rozpowszechnic a i owszem mozna, ale to raczej po to zeby sie tubylcy dowartosciowali, ze ISTNIEJA gorsi. XDDDDD
Heh, ja wcale nie mówiłam tego z ironią, wcale ;D
Lepiej nie dowartościowujmy tutejszych i tak mają o sobie za wysokie danie.
Prześlij komentarz