wtorek, 18 marca 2008

sensei, nie chcemy się uczyć, chodźmy na kawę!

No takie dni jak dziś, mogłyby być codziennie. Zajęcia na 11, jak w każdy wtorek. Na Uryuu przygotowywaliśmy się do タスクi analizowaliśmy różne wykresy i grafy. Lepsze to niż nudna czytanka z 1000nowych krzaków i słów.
Powiedzieliśmy Panu Fu, że nie chcemy zajęć i byśmy poszli gdzieś, z okazji Easter i tego, że jedna koleżanka wyjeżdża, i w ogóle. Tak naprawdę to nie musiało być przecież żadnego powodu ;D Pan Fu się zgodził ochoczo i pomaszerowaliśmy do Starego Portu- to już chyba taka tradycja^^. Nim wszyscy zajęli miejsca, poszli kupić sobie kawę/czekoladę/ herbatę, whatever, poczekali na swoje zamówienia przy barze, zajęło to sporo czasu. Ja akurat postanowiłam pójść kupować, jak wszyscy wrócą. Więc siedziałam sobie tuż obok pana Fu, ale tak tuż tuż tuż… I on mnie popukał po ramieniu (kyaaa!) i zaczął ze mną gadać. Kiedy się zaczynają wakacje, co mam zamiar robić itp., a potem, że on jeszcze raz będzie jechał do Gdańska, bo jego rodzina przyjedzie (no tu mi się akurat 3 razy smutniej zrobiło ;D) i że będzie chciał, żeby mu pomóc wynaleźć jakieś miejsca do spania i do zwiedzania. Ale chodzi mi o to, że tak sobie gadaliśmy we dwoje tylko, nie na forum klasy, nie jako część grupy przy stoliku czy na imprezie, nikt nas nie słuchał… Tyko ja i on ^_^ siedzieliśmy sobie bliziutko, on patrzył mi w oczy, ja jemu. Ach… to było niemal metafizyczne!
Potem wszyscy wrócili do stolika i gadałyśmy sobie o kolorach włosów, farbowaniu, wyjazdach do Japonii i plotkowałyśmy, a Pan Chińczyk, Paulina i Czarek gadali o polityce. Taki uroczy podział mieliśmy ^_~

A potem miał być japoński, ale namówiliśmy panią Sakmoto, żebyśmy poszli na kawę (イースター、イースター) i się, ku mojemu zaskoczeniu, od razu zgodziła. A jeszcze jej powiedzieliśmy o godzinach dziekańskich jutro i się ucieszyła bardziej od nas chyba :D (A ja się ucieszyłam 2 razy nawet. W ogóle to nie wierzyłam, że dostaniemy te godziny, a tu przychodzę do szkoły i wisi kartka, że w środę od 13, i dopiero potem ktoś powiedział, że po świętach też jest wolne, do 13, czego ja nie doczytałam, więc się mogłam ucieszyć ponownie drugą dobrą wiadomością ^_^). Panią Sakamoto zabraliśmy tym razem do Dyni, a ja usiadłam blisko niej, żeby móc dobrze słyszeć i z nią gadać, taka byłam pilna, o! Jednak była dość zmęczona, przez co mniej gadatliwa, niż zwykle, i nie było żadnych „naukowych” słówek na dziś. Za to się dowiedziałam wreszcie, do czego służy 抹茶 (rodzaj sproszkowanej zielonej herbaty) z solą, której kiedyś użyłam by zrobić macchowe lody, bo nie doczytałam na etykietce, a nie przyszło mi do głowy, że to można z solą pomieszać. Otóż dodaje się to do tempury jako posypkę!

Po szkole pojechałam zaś na zakupy, ale to były chyba najgorsze zakupy w tym roku. Nic nie kupiłam prawie, nawet jedzenia, bo po drodze, w tramwaju, gdy rozmyślałam tak, że nam trochę tego wolnego dali, to pomyślałam, że może jednak pojadę do domu na święta… no ale wtedy nie było już sensu kupować kilogramów jedzonka jak zwykle…

A zaraz muszę ruszać na pożegnalne party Pućka! Choć ogóle to już padam na pyszczek ze zmęczenia.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Ja tam takie zajęcia mogę mieć codziennie^________^

I bardzo miłe było to, że oboje zgodzili się od razu, widać, że chciało im się robić zajęcia tak samo jak nam je mieć:DDDD


Wesołych świąt, Eliza!!!!! Smacznego jajka, mokrego (lub nie) Śmingusa i ogółem dobrego odpoczynku^^