poniedziałek, 17 marca 2008

どこをどう歩いたのだろう„Gdzież i którędy to ja nie chodziłam” w tym tygodniu, że zacytuję Lemona (檸檬,Kajii Motojiro), którego tłumaczymy obecnie na zajeciach, i którego skutecznie zdążyłam znienawidzić. (Jeśli pamiętacie jeszcze z liceum „Sklepy cynamonowe” Schultza, to to jest podobny klimat i czasy… tłumaczy się baaaardzo niefajnie)

★Moja nowo-zakupiona klawiatura okazała się beznadziejna i musiałam kupić nową. A że miałam bardzo surowe wymagania, to wynalazłam inną w sklepi hen daleeeeeeko. Tak więc poniedziałek upłynął mi na podróży na Daleką Północ (tak daleko na północy Krk to ja jeszcze nie byłam), do miejsca, o którym sądziłam, że tam żadnej cywilizacji być nie może… Nie myliłam się aż tak wiele, bo mym oczom okazało się… wielkie blokowisko rozciągające się aż po horyzont, choć ku mojemu wielkiemu zdziwieniu dojeżdzały tam nawet tramwaje, ale tylko takie nie jeżdżące do centrum, o egzotycznych numerach jak 16 (no widzieliście kiedy tramwaj o takim numerze w Krk?!). Klawiaturę kupiłam fajową (też taką malutką) i tanio. Jedyny mankament (dopiero dziś spostrzegłam): nie ma prawego crtl! No i nie mogę teraz zamieniać języka z jap. na pl z klawiatury, tyko musze myszką klikać na pasku języków T_T. W moim przypadku to dość ważna funkcja była, ale ustawię sobie jakiś inny skrót klawiszowy potem i dam radę.
Przy okazji wyprawy na Północ, byłam w Lidlu. A trzeba wam wiedzieć, że Krk to nie jest cywilizacja jak 3miasto i znaleźć Lidl to nie jest prosta sprawa (każdy Lidl w Krakowie jest oddalony od mojego mieszkania o ponad 30 minut jazdy tramwajem). Więc skoro już jechałam po tą klawiaturę a po drodze był Lidl, to postanowiłam wykorzystać okazję. (Jakieś 3 tyg. temu, także dzięki Lidlowi zwiedziłam inną część Krakowa hen daaaaleko, tylko na innym krańcu miasta. Wycieczka krajoznawcza, nie ma co…).
Zapytacie: a o żeś się kobieto uparła tak na tego Lidla?! Otóż zakochałam się w tajskim jedzeniu z Lidla (robienie tego dinner party z tajskim jedzeniem w ferie to był genialny pomysł) i miałam wielką nadzieję, że jakimś cudem dostanę jeszcze trochę zupek curry wszelkiego rodzaju, i ryżyk curry też. Niestety. Poza tym mają tam (i tylko tam, zdaje się) moją ulubioną czekoladę, więc z rozpaczy po braku zupek (na szczęście ostała mi się w domu ostatnia puszka z poprzedniej wyprawy, będzie na jakąś Specjalną Okazję) kupiłam sobie kilogram tej czekolady. Miałam plan najeść się jej, aż mi będzie niedobrze, ale w końcu się opanowałam ^_~

★ Zrobiłam coś naprawdę strasznego, zaczęłam grać w internetowa grę! Buduje się cywilizację, handluje i podbija innych. Przypomniało mi się Age of Empires, w które dawno temu grałam, 懐かしさmnie naszła i się (o ja głupia!) zapisałam. I teraz gram! Godzinaaami~~ Tyle lat opierałam się grom, wiedząc, jak łatwo daje się w nie wciągnąć. Wystarczyła chwilka nieuwagi… i gram >.> Mam nadzieję, ze szybko mnie ktoś podbije i nie będzie mi się chciało odbudowywać. Bo to zjada mój dramowy czas.

★W środę przyjechała na naszą nihongakkę dr Pączek (Donath, hihi) i musiałam siedzieć na jej nudnych zajęciach słuchając jej angielskiego z koszmarnym niemieckim akcentem (to dla mnie prawdziwa tortura). I jeszcze te zajęcia o takich beznadziejnych godzinach. Potem poszłam z Anka na obiad na chińskie jedzenie ^____^ W drodze powrotnej złapał nas deszcz. Nie deszcz… uleeeeeewa! I potem siedziałam taka przemoczona wieczornym wykładzie z translatoryki T_T W sumie to wyszłam z domu o 9 a wróciłam o 20.30 Kto nam tak ten plan ułożył T_T

★★★ Punktem kulminacyjnym tygodnia było czwartkowe j-rock party organizowane przez sempajki. Muzyczka, ploteczki, teledyski na dużym ekranie (=j-rockowe ciacha), w tym jeden zupełnie nie j-rockowy specjalnie dla mnie *_* ありがとう!A jeszcze się przy okazji z ex-żoną spotkałam. Imprezę zniosła dzielnie^^ Spotkałam się tez z Atsuko, która teraz kończy tokijską polonistykę, studiowała tutaj 2 lata temu.


1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Aaaa, dziękuję za przyjście na paati:D W ogóle mam nadzieję, że na następnej będziesz się bawić jeszcze lepiej^^

Widzę, że tydzień spędziłaś pracowicie:) To teraz sobie odpoczniesz w domciu, żeby z nowym wigorem ruszyć do nauki... NOT. Blargh, jak sobie pomyślę, że po świętach trzeba wracać, to słabo mi się robi-_-;