Właśnie mijają 3 tygodnie, jak moja stopa stanęła na japońskiej ziemi.
Trochę szkoda, że nie piszę na bieżąco, bo moje odczucia co do różnych spraw zmieniają sie ciągle, i taki zbiorowy wpis nie może ich oddać.
Zresztą wczoraj i przedwczoraj miałam mały kryzys, ale dziś jest już dobrze.
Mieszkam w Azabu (stacja metra Azabujuuban), które się mieści dosłownie przy Roppongi. Pracuje na Roppongi (z mieszkania do pracy idę 7 minut). Jakby spojrzeć na mapę to jest to' gdzieś miedzy Roppongi Hills a Tokyo tower .
Ogólnie dni mi mijają dosyć nudnie. Pracuję od 8 do 3-4 rano. Po pracy zupełnie nie chce mi się spać. Ale ani nie jeżdżą pociągi, ani autobusy aż do po 5 rano. Zresztą gdzie bym miała tak wcześnie jechać, skoro wszytko jest zamknięte. Więc idę na net, albo czasem do klubu (hehe z pracy w klubie do klubu). Śmieszna sprawa, ale tutaj kluby i imprezownie są najpełniejsze właśnie około 4 rano, kiedy u nas robi sie zupełnie pusto. W klubie zawsze znajdzie się ktoś chętny do postawienia drinka, albo kilku ;D tyle, że ja nie mam ochoty pić. Chociaż i tak na szczęście i tak nie piję tak dużo w pracy jak sie bałam. Więc daje radę. No ale jak sobie kogoś poderwę w klubie, to jest szansa, że mi postawi jakieś pyszne śniadanko w japońskiej knajpce :D Ale tylko raz mi sie zdarzyło tak. Najczęściej to mnie mój menadżer na jakieś jedzenie po pracy zabiera i skrupulatnie wykorzystuję to, by regularnie napełniać sobie brzuszek pysznym jedzonkiem. Czasami też jakiś klient z mojego klubu zabierze mnie gdzieś po pracy na jedzonko, ale nie często. Zasadniczo czasem aż zaczynam myśleć, że kupienie sobie jedzenia jest dziwne.
Jak już dotrę do mieszkania, to kładę sie spać. Nie zawsze mogę zasnąć od razu. I nie ważne kiedy sie położę, śpię do 18-19 i nie mam dosyć. (na ogol zasypiam ok 8)
Jak się z kimś umówię przed pracą, to wstanie o tej 14-15 jest dla mnie prawdziwą torturą. Z tego tez względu niewiele zwiedzam i mam to okropne poczucie marnowania czasu (a i tak jestem w tym tygodniu umówiona 5 razy w ciągu 7 dni). Rano po pracy tryskam energią (taaak, bardzo ciężko tu pracuję ;P , ale tak to jest, klub jest dość nowy i raczej pustawy, pracuję średnio 2-3 godziny, a przez 5 godzin siedzę na tyłku i nic nie robię, albo książkę czytam), ale nie mogę jej nijak spożytkować, a po południu jestem nie do życia niemalże.
No ale dałam radę pojechać na Harajuku i zobaczyć cosplay'e oraz Meiji jingu (świątynie ku czci cesarza Meiji), a potem przejść się po Omoesandou i do Shibuya ale jedynie w okolicy dworca.
Bym tez w Asakusa na jakimś matsuri (festiwal/święto) czy czymś i wśród tłumów przewielkich spotkałam sempai Magdę ( z roku wyżej, obecnie na stypendium monbu (jap. ministerstwa oświaty) w Saitama (miasto tuż nad Tokio z dość dobrym uniwerkiem))...
12 mln ludzi w Tokio, plus turyści itd, a ja wpadam na niewidziana od roku koleżankę tak zupełnie przypadkiem...
Mamy się spotkać jakoś niedługo. Strasznie się cieszę, bo generalnie czuje sie trochę samotna i zupełnie nie mam z kim pogadać na takie nasze japonistyczne tematy i wyrazić swój zachwyt komuś, kto będzie wszytko rozumiał. Większość tutejszych gaijinów (a jest ich tu peeeeeełno) wcale nie jest zachwycona. Może nie to, że nie lubią Jpn, ale to kraj jak kraj dla nich. No ale oni są tu w biznesach, itp, i mało ich to wszystko obchodzi. A inne dziewczyny, które tu pracują często mówią, że wręcz nie lubią Japonii, ani jedzenia, ani ludzi.
Jestem rozczarowana Roponngi. To nie jest Japonia. Sami gaijini, w moim klubie Japończycy to może 30% klientów. To samo na ulicy, przynajmniej w godzinach, kiedy ja żyję (za dnia jest ich więcej). I zdecydowanie brakuje japońskiego klimatu. Nawet Japończycy są mniej japońscy- nawykli do ciągłego kontaktu z gajdzinami. Japońskiego wiec sobie tu raczej nie poćwiczę. Nawet menegerowie klubów tutejszych i barmani to w zdecydowanej większości obcokrajowcy. Japończycy powinni sie czuć dyskryminowani.
A jak idę ulica, to ciągle zaczepiają mnie Nigeryjczycy (pełno ich tu, nie wiadomo skąd...) z "how are you baby". Mnóstwo też jest Brazylijczyków, no ale to zrozumiale (swojego czasu Japończycy licznie emigrowali do Brazylii właśnie).
Kupiłam sobie Harrego Pottera nowego. Jest cudny (chociaż to on wpędzał mnie w ponury humor ostatnimi dniami). Miałam poczekać, aż wrócę do kraju, bo siostra-totalna-maniaczka kupuje i po pl i po ang, ale sie złamałam. Teraz nie wiem, jakim cudem wytrzymałam tydzień i jak w ogóle mógł mi przyjść do głowy pomysł z czekaniem. Najpierw zaczęłam czytać szybko, żeby przeczytać już i zaraz, ale teraz staram się czytać jak najwolniej, bo bardzo nie chce, żeby już sie skończyło...... bardzo, bardzo nie chce. TT
Pewnie następnym razem będzie o HP ^^
Nom, na dziś to koniec.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
9 komentarzy:
A ty weź mnie tylko przypadkiem nie zniechęcaj do Jap^^
no wreszcie dostalem linka do bloga to i komentowac moge :) Super ze sobie radzisz i ze jest fajnie... ja mam podobne godziny pracy jak ty to znaczy do 2-5 w nocy tylko ze w innej strefie czasowej jeszcze wiec znam bol wstawania o 13-14 po poludniu czycia sie jak na kacu i zupelnego poczucia marnowania czasu a czeka mnie jeszcze isanie tej pieprzonej pracy licencjackiej w miedzyczasie ale mam nadzieje ze dam rade zrobic to w swoje dni wolne :) ... generalnie dzieki za linka... postaram sie odwiedzac bloga jak najczesciej na ile pozwoli mi na to podkraday od sasiadów internet :D:D:D ... POZDOWIENIA zla calej zapyziałej krakowskiej japonistyki :*
Hej, hej :D
Fajnie, że coś napisałaś, przeinki som oky. Lyterky niekoniecznie.
Pracujesz w Roppongi? Łał *o* Są tam jeszcze te niebieskie lampki na drzewach?
Masz możliwość robienia zdjęć? Bo muszę przyznać, że chociaż miałam okazję nie byłam w żadnym klubie, choć te z Roppongi są chyba najbardziej znane.. A chciałabym zobaczyć jak to wszystko wygląda.
He ten poter to jakis tragiczny koniec marzen o mandze...co nie:)Jak to sie mowi, zyjemy w globalnej wiosce. Ale i tak sie ciesze ze tam jestes. teraz krotko ale moze troche wiecej od nas pozniej. generalnie bez zmian, splyw fajny, nawet fajny, powiedzmy tak: byly momenty, no i zgarlismy sie ze staszkiem i ala( lody przelamane)- a z innych info to biebrza ostatni raz jak mowi manicki. ja job rzucilem bo mi sie nie chce - znaczy wole robic muze ;)... wiec do zobaczenie, ze tak sie wyraze literek na ekranie, no i wielkie sorry za brak gg:)
trzym sie
@michal: to Ty jednak napize ta prace ? bedziesz od razu zedl na misterskie?
@anonmowy: kto to?
@ neczka: tak na opongi, ale to waa jest zupelbie zbedne.. nie przepadam za Roppngi, poza tym, ze tak na dopre to sa to 2 ulice, to sami gajdzini i zero klimatu,no moze klmat impezownii. _I nie ma niebieskich lampek.
Ponoc w shinjuku kluby lepsze ^^;
@kacper: O, i Ty tu! A Iza.. nic... buu
nie ppieram rzuania pracy :P
No Eliza pisze prace (znaczy sie mam zamiar bo nadl nie zaczeta ;)) ale złoże ja nie wczesniej jak w listopadzie wiec tak czy siak i tak rok przerwy sobie robie... narazie praca w barze jest OK... mam nadzieje ze uda mi sie uskrobac te 4000 funtów na wyjazd i w marcu i moja stopa stanie na japonskiej ziemi ... bleh... wolałbym ta kase na rozrywki i wakacje jakies porzadne przeznaczyc ale pocieszam sie tym ze w Fukuoce moze wtedy byc cieplo juz i fajnie wiec i moze plazowania troche pouzywam wiec tragedii chyba nie bedzie...
Pare dni temu pocieszyla mnie bardzo pewna japonka rozmawiajaca przez telefon an pietrze autobusu... Moglem ze szczegolami poznac jej plany wycieczki z kolezanka po londynie i gdzie ida na kawe... i normalnie wszystko rozumiałem wiec jeszcze mi mozg nie wietrzeje po sesji chyba :):):)
Pozdrowienia z paskudnego Londynu :*
@michal: czemu paskudnego Londynu?
Heh, ja dzisiaj pierwszy raz gadalam z Japonczykiem zyupelnie swobodnie. Normalnie powiedzialam mu wszystko co chcialam. Cos tam wspomogly mnie gesty czy cos tam, i byly to raczej prosciutkie zdania, ale powiedzialam wszytko, a w miare przybywania kieliszkow wina stawalam sie coraz bardziej pera-pera, az sie sama zdziwilam. Moze jednak cos ze mnie jeszcze bedzie ;D
A z ta praca i Fukuoka to gambaruj, bo Japonia piekna jest. ja jeszcze nawet nie bylam na plazy, bo w Tokio to tylko sam beton, ale od poniedzialku jest obon i wybieram sie do kamakury i na Enoshime, wiec moze w koncuu jakiejs plazy uswiadcze. Ciekawe co z tego wyjdzie.
Hej wszystkim!! Dostalam dzis dopiero tego linka i nie moge sie powstrzymac zeby czegos nie napisac.
co prawda bylam tylko tydzien w Japonii ale pamietam Roppongi dosc dobrze i wspanialy widok z R. hills tez (mam zdjecie z pajakiem:)). W trzy dni zjechalam wiekszosc dzielnic w Tokio i to byl taki "maly" maraton :)Zazdroszcze, ze masz okazje byc w Japonii na dluzej i poznac tamtejsze zycie nocne od wewnatrz. Pozdrawiam !!!
Prześlij komentarz