piątek, 28 września 2007

jeszcze tydzień

Za tydzień o tej porze będę siedzieć w samolocie, najprawdopodobniej gdzieś nad Rosją.
Nie mogę się doczekać powrotu i nie chcę wyjeżdżać.

Od kilku dni siedzę i właściwie nic nie robię. To był chyba pierwszy poniedziałek, kiedy nigdzie nie pojechałam. Po pierwsze sę wyspałam. Spałam chwilkę rano, a potem ogladałam dramy. Duuuuużo dram. Jak za starych dobrych czasów. W te wakacje mam takie zaległości z dramami, że nie nadrobię pewnie do nowego roku T_T Poszłam spać tak około 14 i spałam aż do północy. Pierwszy raz spałam w takich godzinach tutaj. Jak wstałam (eeeto, wstałam to chyba za dużo powiedziane, usiadłam na łóżku i wzięłam komputer w swoje łapki), była akurat bardzo dogodna do rozmów z Polską i nagle wszyscy się na mnie rzucili na gg. Normalnie to nie mam kim pogadać, nikt nie ma czasu itd, a jak ja chce tylko maila sprawdzić i dramy w spokoju oglądać, no nagle wszyscy sobie przypominają o moim istnieniu ^^; znajomi i mniej znajomi. To znaczy ja nie narzekam, czy coś. Ale siedziałam na gg do piątej rano... Potem kilka odcinków serialu (miały być dwa epy, ale się skończyło na 5, bo drama się dość dobra okazała ^^; "Jotei").
Dni kolejne też mi tak mijają. Po pracy śpię ok 3 godzin, po czym się budzę i nie mogę zasnąć, wiec siadam do komputera, ewentualnie idę do sklepu. Potem następne 2-3 godzinki snu przed pracą. Ogólnie nie mogę spać między godzinami 10-16 więc muszę spać na dwie raty, rano i po południu, przez co czuję się ciągle nie wyspana. Nigdzie nie chce mi się jeździć, niczego zwiedzać. Właściwie byłam już we wszystkich miejscach "must see" w Tokio, tylko na Odaibę jeszcze mogłabym się ruszyć. Bardzo żałuję, że moja wycieczka do Nikkou nie doszła do skutku. Wprawdzie mogę jeszcze pojechać w ten poniedziałek, ale jakoś nie mam siły... No i tak samemu? Żadna to radość. I nawet zdjęć nie ma komu robić. Z drugiej strony, nigdy nie wiadomo, czy będzie następna okazja...
Taie to trochę głupie, zwiedzać z poczucia obowiązku, bo nie wiadomo, czy będzie następny raz. Po tych 2,5 miesiącach tak właśnie się czuję- w obowiązku- zwiedzać, jeździć, chodzić, kupować.
Dlatego te kilka dni przed komputerem (zapomniałam napisać, że wróciła do mnie stały internet, jakaś nowa sieć bezprzewodowa się po sąsiedzku pojawiła) sprawiły, że poczułam się trochę jak w Krk po jakimś okresie nadwyrężonej pracy, gdy z uczuciem totalnego zmęczenia przez 3-4 dni poruszam się tylko między łóżkiem, komputerem, kuchnią i łazienką, i nagle nic nie muszę.

Wysłałam paczkę do domu. Wydawała mi się strasznie ciężka, więc już nawet nie wpakowałam do niej wszystkiego, co chciałam. Stwierdziłam, że nie doniosę jej na pocztę, więc zmyślnie użyłam walizki jako wózka. Musiało to dość dziwnie wyglądać. Na poczcie się okazało, że paczka waży ledwie 8,5 kg i spokojnie mogłam tam jeszcze kilka rzeczy upchać (nadal mam wątpliwości, czy pani na poczcie dobrze ją zważyła). Cała ta radość kosztowało mnie 6200, dla porównania 15kg kosztuje coś z 8500y a 20 kg 10250y. Raczej niedrogo, powiedziałabym. Zdecydowanie trzeba było więcej wysłać.)Oczywiście jest to paczka wysłana statkiem, będzie w pl za miesiąc, akurat, jak przyjadę do domu na długi weekend w święto zmarłych.

1 komentarz:

aneczka pisze...

Na to, ze bedzie za miesiac lepiej nie licz. Moje paczki szly trzy miesiace.
De facto one ida miesiac, ale najpierw musi sie zebrac odpowiednio duzy ladunek, wiec sporo leza w porcie.
Wiem, bo swoje wysylalam w odstepie miesiaca byly w kraju w odstepach kilku dni.