sobota, 13 października 2007

szkola sie zaczela

Wstałam dziś o 19.50. O dziewiętnastej pięćdziesiąt, kurcze!
Cierpię na coś w rodzaju jetlaga. Nie jest to jetlag tak stricte, bo nie chce mi się spać konkretnie o 7 godzin później niż w pl czasie czy coś. Chodzi o to, że prawie wcale nie chce mi się spać, a jak się kładę, to z kolei mogę spać o każdej porze i tak długo, jak mi się spodoba. Gospodarka rabunkowa na moim organizmie w Jpn właśnie wychodzi. 3 miesiące życia bez podziału na dzień i noc skutecznie pozbawiły mnie "rytmu doby".
W środę po szkole czytałam gazetę. Lubie czytać na leżąco, więc sie wpakowałam w dresik, a siebie w dresiku wpakowałam do łóżka. Jak poczytałam, to było mi tak wygodnie i ciepło, i fajnie, że postanowiłam się zdrzemnąć godzinkę, czy dwie (nie dlatego, że chciało mi się spać, tylko dlatego, że było mi wygodnie). Spałam prawie 6 godzin, bo nie ustawiłam budzika. Zapomniałam, że to nie jest jak zawsze, że się sama obudzę po jakimś czasie. I tak cały dzień minął.
No ale to co dziś się stało, to już zupełne przegięcie. Poszłam spać o 4 (bo wcale nie byłam senna). Najpierw obudziłam się o 8, to sobie pomyślałam, no spoko, tak do 10 możesz pospać. Więc potem się obudziłam o 13.45, ale strasznie mi się chciało spać (wiem, dziwne), wiec powiedziałam sobie jeszcze chwilka... i się obudziłam, jak już było ciemno.
Ech, żebym ja chociaż dzień zmarnowała na oglądaniu dram, ale przespać?!?!

Jest jeden plus tego- nie mam problemów ze wstawaniem rano, nawet o 7-8 ^_^ To znaczy, jak dzwoni budzik, to jestem tak średnio szczęśliwa, ale wstaje i czuje sie dobrze, i jestem gotowa do gambarowania.

Poza tym, to sobie nic nie mogę zorganizować czasowo. Wszędzie się spóźniam, i to nie o 5 minut, ale 10-20...
We wtorek wstałam o 7.30. Miałam na 11, ale obudziłam się tak jakoś wcześnie, poleżałam trochę i stwierdziłam, że w sumie, to jestem wyspana i mogę wstawać. Po czym się spóźniłam 15 min. na tą 11 do szkoły! I to na pierwszą moją lekcją z naszą nową japońską lektorką. Obciach >_< W piątek wstałam planowo o 8. Miałam na 9.30. Wiec... miałam zamiar iść na tramwaj o 9.33. Nie wiem, jak sprytnie to obliczyłam. Pewnie to dlatego, że jak mamy na 11 to jeżdżę tramwajem o 10.33. No i się 20 minut spóźniłam. Potem popołudniowy wykład na 15.30, przybyłam 12 minut spóźniona. Tym razem się zasiedziałam przed komputerem. Na szczęście pan wykładowca odwołał. Lubię go. Okazało się, że w naszej sali mają zajęcia zaoczni, ktoś źle ułożył plan. Wiec pan policzył nas i zaocznych, i wyszło, że tamtych jest więcej, więc nas puścił do domu. Nie wziął pod uwagę, że połowa osób przyszła spóźniona. Lepiej dla nas. W ogóle to jeszcze tego pana nie widziałam, ale już go kocham. Przedmiot się nazywa "teoria przekładu". Co rok mamy taki jakiś około branżowy przedmiot, jak to było wcześniej z językoznawstwem, teorią literatury, metodologiami badawczymi, a teraz translatoryką. Ale w tym roku nie kończy się to examem, jak zwykle, a tylko zaliczeniem. I kochany pan wykładowca powiedział, że za obecność da zaliczenie. I to jeszcze nie jak zwykle, że można nie być 2 razy, tylko 30% nieobecności zalicza. A jak ktoś będzie miał więcej, to musi napisać referat. Można więc wcale nie chodzić (długość referatu zależy od ilości nieobecności). No czasami nawet na japonistyce coś może się dziać dobrze ^_^ Same wykłady z tego przekładu też ponoć ciekawe, choć nie byłam jeszcze, to sama ocenić nie mogę.

Generalnie się zapowiada, że nieco mniej będzie do nauki w tym roku. Przedmioty na które trzeba się uczyć to japoński, krzaki i ... w sumie tyle. Nie ma literatury, nie ma innych dziwów. Za to zrobiło się więcej przedmiotów, do których trzeba się przygotowywać... i to będzie taihen. Są wiec tłumaczenia, na które musimy przygotować text wstępnie (przygotować, to znaczy wysłać wykładowcy mailem) przed zajęciami a po zajęciach wysłać poprawioną wersję ostateczną. Koniec nicnierobienia jak u pani M. Dopuszczalna jedna nieobecność, za każdą następną dodatkowy text do przetłumaczenia T_T. Na cale szczęście zajęcia są co 2 tyg po 4 godziny, wiec przygotowywać się trzeba co 2 tyg.
Na pani prof K. robimy ta samą książkę co w zeszłym roku, tylko od początku a nie od środka. Lepsza książka niż artykuły z gazet, imho, ale to nie jest taka zupełnie prosta powieść...
Na krzaki z dr M., którego niecierpię, też się trzeba najpierw w domu przygotowywać, posprawdzać słówka itd, a do tego jeszcze są zadania domowe. Tak, będzie mi brakować pani dr M., oj będzie. Na egzaminie obowiązuje "wszystko" jak powiedział pan M. T_T Do tego na tych zajęciach widać wyższość sempajek, które wróciły z Japonii. Są od nas o 5 klas lepsze. No od reszty o 3 klasy, ode mnie o 5 klas.
Jedynie pani profesor K. od Chin wygląda luzowo jak w zeszłym roku. Były zajęcia w tym tyg, nastepne za miesiąc. Powiedzieliśmy jej o tej międzynarodowej konferencji japonistycznej, która jest za 2 tyg w Krk, sugerując, że wszyscy idziemy i nas nie będzie, a potem zaś święto zmarłych i też nas nie będzie, i zajęcia są za miesiąc. W tym roku będziemy się zajmować pochodzeniem poszczególnych krzaków, więc zapowiada się fajnie i interesująco ^__^ Każdy raz w roku ma przygotować 6 krzaków, więc się nie napracujemy. I znów nie ma examu tylko zaliczenie nie na ocenę.
Chińskiego jeszcze nie było, zacznie się od następnego tygodnia. No ale po panu Fu to wiadomo, można się spodziewać tylko dobrego :D

Nowa lektorka nazywa się Uryuu. Ma ok. 50 lat (naturalnie wygląda młodziej). Jest całkiem miła i nawet uśmiecha się niefałszywie (to znaczy nie z grzeczności bo tak trzeba). Mówi wyraźnie i tak, że ją słychać, i tak, że wiadomo do kogo, i tak, że wiadomo czy mówi, czy pyta. Rozumiem 95% tego co mówi, więc jest dobrze. Do każdych zajęć jest przygotowana (ale też wygląda na to, że sama będzie wymagać). Zasadniczo to dała nam rozpiskę na ileś tygodni naprzód, co będziemy robić. Nie mamy konkretnego podręcznika, tylko ksera z różnych podręczników, plus czasem artykuły z gazet o podobnej tematyce. Sama zrobiła wordlisty i to z ang tłumaczeniem. Dodatkowo są też komenty w postaci kontekstu użycia, jakieś przykładowe zdania. I to nie tylko nowe słówka, ale też całkiem zwykłe i nam znane. Oszczędził mi tym kupę pracy! W czwartek był pierwszy quiz. Był znacznie łatwiejszy, niż się obawiałam (podpisywanie czytań znaków i kilka pytan o treść testu, wypełnienie tabelki, wybranie odpowiedniego słowa) i znałam odpowiedzi na WSZYSTKO^^ Oczywiście pewnie zrobiłam ileś tam błędów z głupoty i roztrzepania, ale się spodziewam bardzo dobrego wyniku. Jeszcze zobaczymy jak surowo ocenia ^^; Zapowiada się, że będzie dawać więcej zadań domowych niż Sugou.
Exam bedzie taki, że 20% oceny to wyniki quizów, 10% to speach, 70% exam właściwy. Chyba mi to pasuje. Zaliczenie od min. 70% w każdej części.

U S. tak jak na 2 roku. Niewiele się zmieniło. Tylko robimy z nią inną książkę. Nie kontynuujemy tej zeszłorocznej. Będziemy trochę listeneingów robić.

Gomen, za nudy wpis, to głównie dla osób nie studiujących z nami w tej chwili ^^

Brak komentarzy: